W końcu, w listopadzie sypnęło i sypało, sypało, sypało... W połowie grudnia warunki zrobiły się wyśmienite, chociaż trochę lawiniaste.
Wybraliśmy się z Kubkiem na Kopę Kondracką przez Łopatę. Początkowo pogoda nie zachęcała do wyjścia gdziekolwiek ale jak się później okazało warto było ruszyć tyłki.Początek podejścia: nartostradą na Halę Kondratową
Na Kondratowej
Podejście na Łopatę
Na grzbiecie wychodzimy ponad chmury. Warunki są bajkowe. Wszędzie "Rafaello"
Na Przełęczy pod Kopą Kondracką
Giewont ponad "morzem chmur"
Słupek graniczny i drogowskaz w formie "Rafaello"
Kasprowy Wierch w promieniach zachodzącego słońca
Tura jako pierwsza w sezonie udała się wyśmienicie. Piękna pogoda, widoki i warunki śniegowe wynagrodziły trudy pierwszego foczenia w sezonie. Oby cały sezon był tak udany jak ta tura.
Więcej fotek w MOJEJ GALERII
niedziela, 16 grudnia 2007
Łopatologia na Kopę Kondracką
sobota, 12 maja 2007
Rysowanie nartami Rysy na Rysach
niedziela, 15 kwietnia 2007
Alpejska wyrypa - Gross Venediger
Do doliny zjezdzaliśmy ok 2 godzin. Odcinek ze szczytu do schroniska był rewelacyjny. Poniżej schroniska, roztopiony przez dzień śnieg, zmienił się w szreń łamliwą i jazda była koszmarem. Nie dało się skręcać, zjazd polegał na przemieszczaniu się w skos stoku po czym następował zwrot i znowy w skos stoku tylko że w przeciwnym kierunku.
Całość tury zajęła nam ok 14 godzin. Pokonaliśmy ok 2300 m deniwelacji i sporo kilometrów w poziomie.
Ekipa: Irma, Bronek i ja
Więcej fotek w MOJEJ GALERII
wtorek, 10 kwietnia 2007
Trening przed Alpami - Małołączniak
W ramach przygotowań kondycyjnych postanowiliśmy zrobić ciekawą turę po Czerwonych Wierchach. Ruszyliśmy Doliną Małej Łąki i dalej przez Świstówkę i Kotliny na grzbiet Małołączniaka. Niestety pogoda załamała się i musieliśmy zrezygnować z planów (przejście przez Dolinkę Litworową i Mułową) i ze szczytu poszliśmy na Kopę Kondracką i zjechali przez Kondratową do Kuźnic.
Wycieczka ładna i fajnym terenie tylko przy kiepskiej widoczności i warunkach zimowych :)
Ekipa: Irma, Wojtek vel Bronek, Kubek i ja
Pokonaliśmy ponad 1300 m deniwelacji.
Foto w MOJEJ GALERII
niedziela, 1 kwietnia 2007
Gąsienicowy weekend
Dzień I
Dzień II
Murowaniec - Pańszczycka Przełączka Wyżnia - Murowaniec - Kasprowy Wierch - Goryczkowa - Kuźnice
Spotkaliśmy się w Kuźnicach. Podejście do Murowańca przez Boczań szybko minęło mimo, że byliśmy solidnie obładowani. Udało się dostać pokój w Murowańcu więc szybko zrobiliśmy przepak i zostawili zbędne bety w pokoju. W planie mieliśmy przejście przez Zawtar, Schodki i Kozią. Plan udało się zrealizować :) Warunki były doskonałe.




Wieczorem wypiliśmy zasłużone piwo i zaplanowaliśmy kolejny dzień. Postanowiliśmy zjechać żlebem z Pańszczyckiej Przełączki Wyżniej.
Podejście na Przełączkę było długie i strome. Z góry widok był niesamowity, siedzieliśmy, robili zdjęcia, opalali się i czekali aż żleb zmiekknie :)
Sam zjazd był bardzo ładny. Dobry śnieg ułatwił zadanie. W Murowańcu wypiliśmy piwko w nagrodę, spakowali bety i.... poszli na Kasprowy - tak na dobicie :)



W wycieczce brali udział: Irma, Gosia, Paulina, Jaqubek, Kubek, Janusz, drugi Janusz (1 dzień) i ja. Pokonaliśmy każdego dnia ok 1300m deniwelacji i zaliczyli piękne zjazdy w świetnych warunkach.
Zdjęcia:
wtorek, 20 marca 2007
Skrajna-Karb-Kasprowy
Kasprowy Wierch - Skrajna Przełęcz - Karb - Murowaniec - Kasprowy Wierch - Goryczkowa - Kuźnice
Korzystając z miejscówek jakie zostały nieodebrane po firmowej imprezie, wyjechaliśmy na Kasprową Górę. Wielkim szczęściem udało nam się wyjechać ostatnim wagonikiem tego dnia bo tak strasznie wiało.
Z Kasprowego ruszyliśmy w kierunku Świnicy. Wiało strasznie. Po dojściu do Skrajnej Przełęczy postanowiliśmy zjechać na dół, a nie pochać się dalej na Świnicką Przełęcz.




Po odpoczynku w Murowańcu zrobiliśmy jeszcze "dożynki" czyli podejście na Kasprowy. Po drodze mogliśmy zweryfikować naszą młodzieńczą kondycję - podchodziliśmy wspólnie ze starszym panem. Jeszcze na płaskim mogliśmy iść tym samym tempem co nieznajomy jednak jak się zrobiło stromiej to nieznajomy nie zmienił tempa tylko przestał gadać, a my zostaliśmy daleko z tyłu.
Podczas wycieczki pokonaliśmy ponad 1000m deniwelacji
Więcej zdjęć: MOJA GALERIA



